Własny styl zwykle przedstawiamy jako formę wyrażania siebie. W praktyce nasze ubrania powstają jednak na przecięciu własnych upodobań, trendów, zasad obowiązujących w danym środowisku i reakcji innych ludzi. Chcemy czuć się dobrze, ale jednocześnie zależy nam na tym, żeby wyglądać odpowiednio, atrakcyjnie albo interesująco. Nie ma w tym nic niezwykłego. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy cudza reakcja zaczyna mieć większe znaczenie niż własne odczucia, a garderoba zmienia się w narzędzie ciągłego zdobywania aprobaty.
Ubieranie się dla innych nie oznacza automatycznie braku własnego stylu. Strój zawsze funkcjonuje w otoczeniu społecznym. Różnica polega na tym, czy reakcja innych jest jednym z wielu kryteriów wyboru, czy staje się kryterium najważniejszym. Własny styl pozwala uwzględniać okazję, trendy i opinię otoczenia bez konieczności rezygnowania z siebie.
Ubranie nigdy nie jest całkowicie prywatną decyzją
Możemy deklarować, że ubieramy się wyłącznie dla siebie, ale ubranie od początku ma także wymiar społeczny. Inaczej wyglądamy podczas wolnego dnia w domu, inaczej w pracy, na weselu, pierwszym spotkaniu z klientem czy kolacji w restauracji. Nie oznacza to fałszu. Umiejętność dopasowania stroju do sytuacji jest częścią świadomego korzystania z ubrań.
Nawet bardzo indywidualny styl korzysta z kodów, które rozumieją inni. Garnitur może sygnalizować formalność, sneakersy - większą swobodę, wyrazista biżuteria - dekoracyjność, a bardzo oszczędny zestaw - zamiłowanie do prostoty. Znaczenie tych elementów nie jest całkowicie prywatne.
Dlatego ważniejsze od pytania "czy ubieram się dla siebie, czy dla ludzi?" jest inne:
ile miejsca w mojej decyzji zajmuje własny gust, a ile oczekiwanie konkretnej reakcji otoczenia?
Można założyć elegancką sukienkę na przyjęcie, ponieważ odpowiada okazji i jednocześnie dobrze się w niej czuć. Można też wybrać ją wyłącznie dlatego, że ma zrobić wrażenie, mimo że przez cały wieczór będziemy poprawiać dekolt, pilnować fasonu i zastanawiać się, jak wyglądamy na zdjęciach. Z zewnątrz oba wybory mogą wyglądać identycznie. Różnica ujawnia się dopiero w sposobie podejmowania decyzji.
Kiedy opinia innych zaczyna sterować garderobą?
Potrzeba aprobaty rzadko pojawia się w szafie w oczywistej postaci. Częściej widać ją w powtarzających się drobnych decyzjach.
- ubranie podoba Ci się do momentu, gdy ktoś je skrytykuje;
- przestajesz nosić fason, w którym dobrze się czujesz, ponieważ nie zebrał komplementów;
- kupujesz rzeczy pasujące do wizerunku popularnego w Twoim otoczeniu, choć wcześniej Cię nie interesowały;
- przed wyjściem częściej zastanawiasz się, co pomyślą inni, niż czy zestaw odpowiada Tobie;
- najlepiej oceniasz stylizacje, które wywołały reakcję, nawet jeśli nie były najwygodniejsze;
- potrzebujesz nowego ubrania przede wszystkim dlatego, że poprzednie było już widziane lub fotografowane.
Pojedyncza taka sytuacja niewiele znaczy. Każdemu zdarza się wybrać coś efektownego na specjalną okazję albo zrezygnować z rzeczy po trafnej uwadze bliskiej osoby. Bardziej interesujący jest powtarzający się schemat: czy zewnętrzna opinia dostarcza dodatkowej informacji, czy decyduje o tym, czy ubranie w ogóle uznajemy za dobre.
Czy lubienie komplementów oznacza potrzebę aprobaty?
Nie. Przyjemność z usłyszenia "świetnie wyglądasz" jest czymś innym niż budowanie całej garderoby wokół możliwości uzyskania podobnego komentarza.
Komplement może potwierdzić decyzję, którą już uważaliśmy za dobrą. Może też zwrócić uwagę na kolor, fason lub proporcję, których wcześniej nie docenialiśmy. Informacja od innych jest użyteczna, dopóki nie zastępuje własnej oceny.
Dobrym testem jest reakcja na brak komentarzy. Jeśli założyłaś zestaw, który bardzo Ci się podobał, ale nikt go nie zauważył - czy pod koniec dnia nadal uważasz go za udany?
Jeżeli tak, opinia innych była dodatkiem. Jeżeli brak reakcji powoduje natomiast natychmiastową zmianę oceny ubrania, warto sprawdzić, skąd właściwie pochodziło wcześniejsze przekonanie, że wygląda dobrze.
Własny styl a potrzeba aprobaty - różnice
| Sytuacja | Własny styl | Dominująca potrzeba aprobaty |
|---|---|---|
| Nowy trend | sprawdzasz, czy pasuje do Twojej garderoby | czujesz, że powinnaś go mieć, bo noszą go inni |
| Komplement | jest miłym potwierdzeniem | staje się dowodem, że ubranie jest dobre |
| Krytyka | rozważasz ją, ale zachowujesz własną ocenę | natychmiast tracisz ochotę na daną rzecz |
| Zakup | myślisz o zestawach i rzeczywistym noszeniu | wyobrażasz sobie przede wszystkim reakcję innych |
| Powtarzanie stylizacji | nie przeszkadza Ci, jeśli zestaw działa | obawiasz się, że inni zauważą powtórkę |
| Zdjęcie | jest zapisem stroju | staje się głównym sprawdzianem jego wartości |
Granica nie przebiega więc pomiędzy osobą zainteresowaną modą a osobą, która się nią nie interesuje. Można kochać ubrania, śledzić kolekcje, eksperymentować z trendami i nadal posiadać bardzo wyraźny własny styl. Można również kupować niewiele, a jednocześnie podporządkowywać każdy wybór temu, jak zostanie odebrany.
Jak potrzeba uznania wpływa na zakupy?
Najbardziej kosztownym skutkiem ubierania się przede wszystkim dla innych jest powstawanie garderoby pełnej rzeczy przeznaczonych do wywoływania określonego efektu.
To mogą być bardzo dobre ubrania. Problem polega na tym, że zostały kupione do roli, której na co dzień nie chcemy odgrywać.
Ubrania do wyobrażonej wersji siebie
Eleganckie szpilki mogą odpowiadać obrazowi osoby bardziej szykownej, chociaż w praktyce najczęściej chodzimy pieszo. Bardzo dopasowana sukienka może wyglądać znakomicie podczas przymiarki, ale nie pasować do sposobu, w jaki lubimy siedzieć, poruszać się i spędzać kilka godzin. Efektowna marynarka może podobać się na zdjęciu, a później przegrywać każdego ranka z prostszym modelem.
W takich przypadkach nie kupujemy ubrania dla obecnego życia. Kupujemy wizerunek osoby, którą chcielibyśmy pokazać.
Ubrania, które mają udowodnić zmianę
Nowa praca, zmiana sylwetki, rozstanie czy wejście do nowego środowiska często uruchamiają potrzebę przebudowy wizerunku. Sama zmiana stylu może być bardzo naturalna. Kłopot pojawia się wtedy, gdy każda rzecz ma komunikować: "teraz jestem kimś innym".
Tak budowana szafa szybko staje się zbyt deklaratywna. Zamiast ubrania wspierającego codzienność powstaje zestaw kostiumów przeznaczonych do prezentowania określonej wersji siebie.
Trend może inspirować albo wydawać polecenia
Trend sam w sobie nie jest przeciwieństwem indywidualnego stylu. Nowe fasony, kolory i proporcje mogą dostarczyć pomysłów, których wcześniej nie brałyśmy pod uwagę. Problem zaczyna się wtedy, gdy popularność rzeczy staje się wystarczającym powodem zakupu.
Dwa pytania szybko pokazują różnicę:
- Czy kupiłabym tę rzecz, gdyby nie była teraz modna?
- Czy nadal chciałabym ją nosić, gdyby za pół roku przestała pojawiać się na zdjęciach i w sklepach?
Nie trzeba na oba odpowiedzieć twierdząco. Moda ma prawo być zabawą, a część zakupów może być sezonowa. Dobrze jednak wiedzieć, czy kupujemy rzecz dlatego, że naprawdę nam się podoba, czy przede wszystkim dlatego, że jej obecność w otoczeniu oswoiła nas z określonym wyglądem.
Własny styl nie polega na odrzucaniu trendów. Polega na przepuszczaniu ich przez własny filtr.
Co zmieniły media społecznościowe?
Kiedyś większość codziennych stylizacji znikała wraz z końcem dnia. Dzisiaj ubranie może pozostać na zdjęciach, pojawić się publicznie i zostać ocenione przez osoby, które wcale nie uczestniczyły w sytuacji, dla której zostało wybrane.
To zmienia sposób myślenia o garderobie. Rzecz może być wygodna, dobrze dopasowana i lubiana, a mimo to zaczynamy zastanawiać się, czy nie była już "za często pokazywana". Z drugiej strony ubranie niepraktyczne może zyskiwać wartość dlatego, że dobrze prezentuje się na zdjęciu.
Powstają wtedy dwa różne kryteria:
- jak dobrze ubranie działa w rzeczywistym życiu;
- jak skutecznie tworzy wizerunek oglądany z zewnątrz.
Dojrzała garderoba może oczywiście uwzględniać oba. Warto jedynie pilnować kolejności. Jeśli ubranie świetnie wygląda na zdjęciu, lecz źle sprawdza się przez pozostałe osiem godzin dnia, jego funkcja powinna być traktowana jako okazjonalna, a nie podstawowa.
Dbanie o wygląd a próżność
Dbałość o wygląd, zainteresowanie modą i przyjemność z dobrze skomponowanej stylizacji nie są równoznaczne z próżnością. Można poświęcać ubraniom dużo uwagi, ponieważ interesują nas kolor, forma, materiały albo sposób budowania proporcji.
Próżność dotyczy bardziej tego, jaką rolę własny wizerunek i uznanie innych zaczynają odgrywać w ocenie samego siebie. W szerszym ujęciu tę cechę i jej związek z potrzebą podziwu opisuje materiał o próżności jako cesze charakteru.
W garderobie różnicę można zauważyć bardzo prosto. Jedna osoba chce wyglądać dobrze, ponieważ lubi estetykę i dobrze czuje się w dopracowanym stroju. Druga potrzebuje ciągłego potwierdzania, że wygląda lepiej, drożej, młodziej albo bardziej interesująco od innych. Ubrania mogą być podobne. Inna jest funkcja, którą mają pełnić.
Dlatego świadome podejście do mody nie wymaga rezygnacji z przyjemności wyglądania atrakcyjnie. Wymaga raczej oddzielenia dwóch rzeczy: "lubię dobrze wyglądać" od "muszę zostać dobrze oceniona".
Sześć pytań, które warto zadać przed zakupem
Jeżeli trudno ocenić, czy rzecz rzeczywiście pasuje do własnego stylu, można na chwilę odsunąć cenę, markę i aktualny trend i przeprowadzić prosty test.
- Czy podobałaby mi się, gdybym zobaczyła ją bez stylizacji na modelce?
- Czy potrafię połączyć ją z co najmniej trzema rzeczami, które już mam?
- Czy pasuje do mojego prawdziwego tygodnia, a nie tylko do okazji, które sobie wyobrażam?
- Czy wybrałabym ją również wtedy, gdyby nikt nie miał jej zobaczyć na zdjęciu?
- Czy lubię w niej siebie, czy przede wszystkim podoba mi się osoba, którą mam dzięki niej przypominać?
- Czy będę chciała ją nosić także wtedy, gdy przestanie być nowa?
Najciekawsze nie są odpowiedzi "tak" i "nie", lecz pytania, przy których pojawia się zawahanie. To właśnie tam zwykle widać różnicę pomiędzy rzeczą pasującą do garderoby a rzeczą kupowaną przede wszystkim dla określonego efektu.
Jak wrócić do własnego stylu?
Nie trzeba usuwać połowy szafy ani przestawać śledzić mody. Najłatwiej zacząć od obserwacji ubrań, które wybieramy wtedy, gdy nie mamy niczego do udowodnienia.
Warto przyjrzeć się:
- zestawom noszonym podczas zwykłych, udanych dni;
- rzeczom zakładanym ponownie mimo braku komplementów;
- fasonom, w których przestajemy myśleć o ubraniu po wyjściu z domu;
- kolorom wybieranym niezależnie od sezonu;
- ubraniom, które podobają nam się również bez pełnej stylizacji;
- elementom, których nie trzeba fotografować, aby wydawały się wartościowe.
To często znacznie lepsze wskazówki niż tablica inspiracji. Pokazują nie aspiracyjny obraz garderoby, lecz jej rzeczywisty rdzeń.
Własny styl nie oznacza całkowitej obojętności na innych. Strój pozostaje częścią komunikacji i zawsze będzie funkcjonował w określonym otoczeniu. Możemy lubić komplementy, świadomie wyglądać atrakcyjnie, ubrać się bardziej elegancko na ważne spotkanie i korzystać z trendów.
Najważniejsze jest zachowanie właściwej proporcji. Opinia innych może informować, inspirować i sprawiać przyjemność, ale nie powinna być jedynym lustrem, w którym oglądamy własny styl.
Dobra garderoba nie musi mówić światu wszystkiego o właścicielce. Wystarczy, że nie zmusza jej do ciągłego udawania kogoś innego.
